Pewnego ranka córka wytrąciła mnie ze snu. Była bardzo podekscytowana. Wyszeptała – Ale fajny prezent zostawiła ci dobra wróżka. Zobacz co to jest. Sięgnęłam pod poduszkę i znalazłam jednodolarowy banknot, przerwany na pół. Córka powiedziała – Wróżka zostawiła ci pół dolara, a drugie pół dla tatusia. Zaniemówiłam. Okazało się, że nie wiem co zrobić i jak się zachować. Myślałam o tym, jak istotne jest wpojenie dziecku szacunku do pieniędzy i ich wartości. Czy powinnam skorzystać z okazji i wytłumaczyć jej, że nie powinna psuć banknotu, ponieważ wtedy staje się bezwartościowy? Zdałam sobie sprawę, że właśnie w tej chwili, to, jak zareaguję może podnieść albo złamać ducha mojego dziecka. Na szczęście postanowiłam odłożyć lekcję odpowiedzialności na później i powiedziałam córce, jak bardzo jestem dumna z chęci do hojnego podzielenia się jednym (i jej jedynym) dolarem. Kiedy podziękowałam wróżce za jej wielkoduszność i wrażliwe poczucie sprawiedliwości w obdarowaniu zarówno tatusia, jak i mnie, oczy dziecka zajaśniały tak intensywnie, że rozświetliły całą naszą sypialnię.
Wychowujesz istotę pulsującą swoim własnym światłem
Rodzicielstwo stwarza wiele sytuacji, w których toczy się walka pomiędzy umysłem i sercem, co sprawia, że wychowanie dziecka przypomina chodzenie po linie. Jedna niewłaściwa odpowiedź może zgasić jego ducha, podczas gdy odpowiedni komentarz – zachęcić je do poszybowania w górę. W każdej chwili dokonujemy wyboru – wzmocnić lub złamać, wesprzeć lub stłumić. Kiedy dzieci są po prostu sobą, nie martwią się rzeczami, na punkcie których my, dorośli, tak często mamy obsesję. One nie przejmują się opinią innych ludzi, osiąganiem sukcesu, czy byciem lepszym od pozostałych. Nie podchodzą do świata z umysłem pełnym obaw, lecz raczej rzucają się z entuzjazmem w wir doświadczania życia, gotowe podjąć każde ryzyko. Tego ranka, gdy dobra wróżka zawitała w naszej sypialni, córka nie zastanawiała się nad wartością pieniędzy. Nie kierowały nią żadne egoistyczne pobudki. Nie zależało jej na tym, czy swoim prezentem zrobi na mnie wrażenie. Nie martwiła się, że być może zbyt wcześnie mnie obudziła. Ona po prostu była sobą – tym wspaniałym, twórczym ja – z radością wyrażając hojność i czerpiąc radość z tego, że jej rodzice dowiedzieli się o niecodziennej wizycie dobrej wróżki.
Jako rodzic często miałam możliwość odpowiadać na zachowania córki tak, jakby była kimś takim, jak ja – kimś, kto odczuwa podobną do mnie gamę uczuć – tęsknotę, nadzieję, podekscytowanie, zachwyt i zdolność radowania się. Jednak nieraz, podobnie jak większość rodziców, złapana w sidła codziennych obowiązków, nie korzystałam z tych chwil należycie. Często czułam się niemal skazana na prawienie kazań i tak skoncentrowana na pouczaniu, że rzadko zwracałam uwagę, w jak cudowny sposób, w moim dziecku przejawia się jego wyjątkowość. Nieraz córka pokazywała mi, że jest kimś jedynym w swoim rodzaju i nie przypomina nikogo innego, chodzącego po tej planecie.
Kiedy wychowujemy dziecko, musimy zawsze pamiętać, że pod naszym okiem nie rośnie „mniejsza wersja nas”, lecz istota pulsująca swoim własnym światłem. Dlatego istotne jest, aby oddzielić to, kim jesteśmy my sami, od tego, kim jest każde z naszych dzieci. One nie są naszą własnością. Kiedy w głębi duszy zdajemy sobie z tego sprawę, dopasowujemy sposób wychowania do ich potrzeb i nie chcemy modelować ich tak, żeby przystawały do naszych.
Zamiast zaspokajać indywidualne potrzeby dzieci, często jesteśmy skłonni przenosić na nie swoje własne wizje i oczekiwania. Nawet jeśli mamy dobre intencje i zachęcamy je, aby były wierne sobie, większość z nas nieświadomie wpada w pułapkę przenoszenia na nie własnych problemów. W konsekwencji relacja rodzic–dziecko często osłabia dziecięcego ducha, zamiast wzmacniać go i ożywiać. Dlatego tak wiele dzieci dorasta, przeżywając mnóstwo problemów, a w wielu przypadkach cierpi na różne zaburzenia.
W podróż po krainie rodzicielstwa każdy z nas wyrusza z własną wizją. W większości jednak, te wizje są fałszywe. Utrzymujemy przekonania oraz opowiadamy się za takimi wartościami i założeniami, których nigdy sami nie sprawdziliśmy. Wielu z nas nie widzi jednak powodu, aby kwestionować takie podejście, ponieważ uważamy, że „mamy rację” i nie ma nad czym się zastanawiać. Nasz światopogląd nie ulega modyfikacjom. Nieświadomie ustalamy sztywne oczekiwania wobec tego, jak powinny wyrażać siebie nasze dzieci. Nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób bardzo tłumimy ich ducha.
Na przykład: jeśli jesteśmy perfekcyjni w tym, co robimy, prawdopodobnie tego samego będziemy oczekiwać od własnych dzieci. Jeśli jesteśmy artystami, być może je również będziemy próbowali popchnąć w tym kierunku. Jeśli w szkole byliśmy geniuszami, to zazwyczaj chcemy, aby dzieci przejęły po nas tę pałeczkę. Jeśli natomiast sami nie radziliśmy sobie w nauce i wskutek tego mieliśmy trudności, być może żyjemy w strachu, że naszym dzieciom także się nie powiedzie. A to sprawia, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby do tego nie dopuścić.
Chcemy dla dzieci tego, co uznajemy za „najlepsze”, ale próbując zrealizować ten cel, łatwo zapominamy, że najważniejsze jest ich prawo do bycia sobą i prowadzenie własnego życia, w zgodzie z ich unikalną naturą. Dzieci pojawiają się na świecie z tym, „co jest”, a nie z tym, „co nie jest”. Przychodzą do nas, a ich istoty napełnione są własnym potencjałem. Każda z naszych pociech ma swój własny los do przeżycia – własną karmę, jeśli wolisz. Często już od początku mają kontakt z tym, kim są i kim chcą być w życiu, ponieważ niosą w sobie ten wewnętrzny zapis. Zostaliśmy wybrani na ich rodziców, aby pomóc im to urzeczywistnić. Kłopot w tym, że jeśli nie obdarzymy ich pełną uwagą, pozbawimy prawa do wypełnienia własnego przeznaczenia. A wtedy nałożymy na nie swoją wizję ich życia. Stworzymy na nowo ich duchowy cel, zgodnie z własnymi zachciankami.
Nie dziwi mnie, że często nie udaje nam się dostroić do esencji naszych dzieci. Jak możemy się w nie wsłuchać, jeśli wielu z nas prawie nie słucha samych siebie? Jak możemy poczuć ich ducha i usłyszeć bicie ich serca, jeśli nie potrafimy tego zrobić w swoim życiu? Jeśli jako rodzice zagubiliśmy własny wewnętrzny kompas, to czy powinno nas dziwić, że tyle dzieci dorasta bez poczucia kierunku, łączności ze sobą oraz innymi i w zniechęceniu? Przez utratę kontaktu z własnym wewnętrznym światem, kaleczymy swoją zdolność do wychowywania, które zawsze bierze początek w istocie naszego bytu, a tego właśnie wymaga świadome rodzicielstwo. W książce Świadomi rodzice chcę rzucić koło ratunkowe tym wszystkim rodzicom, którzy właśnie próbują przetrwać, zwłaszcza wychowując nastolatki. Z doświadczenia wiem, że nigdy nie jest za późno na nawiązanie kontaktu z dzieckiem w tym wieku. Oczywiście, jeśli masz młodsze dzieci, to im wcześniej zaczniesz budować silną, zdrową więź, tym lepiej.
Wszyscy zaczynamy od nieświadomego rodzicielstwa
Jednym z najbardziej wymagających zadań, jakiego ktokolwiek może się podjąć, jest sprowadzenie na świat drugiego człowieka i wychowanie go. Jednak większość ludzi podchodzi do tego w sposób, w jaki nigdy nie zachowałaby się w życiu zawodowym. Gdybyśmy, na przykład, mieli zarządzać organizacją wartą miliardy dolarów, dokładnie zastanowilibyśmy się nad jej misją. Poznalibyśmy i określili jej cel oraz sposób jego realizacji. Dążąc do tego, chcielibyśmy nawiązać lepszy kontakt z pracownikami i dowiedzieć się, jak wykorzystać w pełni ich potencjał. Część naszej strategii obejmowałaby określenie swoich mocnych stron i sposobu ich wykorzystania oraz poznanie słabości, aby zminimalizować ich wpływ. Powodzenie i rozwój organizacji stanowiłby rezultat zastosowania odpowiedniej koncepcji i harmonogramu.
Należy zatem zadać sobie pytanie – Jaka jest moja rodzicielska misja i rodzicielska filozofia? W jaki sposób przejawia się ona w codziennej interakcji z dzieckiem? Czy opracowałem (–am) wnikliwą, świadomą wizję wychowania, tak jakbym zarządzał(–a) wielką organizacją? Bez względu na to, czy jesteś samotnym rodzicem, czy wychowujesz dziecko z drugą osobą, powinieneś zastanowić się nad swoim podejściem do rodzicielstwa pod kątem tego, co działa, a co nie. Wiele osób nie zastanawia się nad tym, jak sposób wychowywania wpływa na dzieci, a przecież tego typu refleksje mogłyby spowodować zmianę naszego nastawienia. Czy wsłuchujemy się w ducha naszego dziecka? Czy bylibyśmy skłonni zmienić sposób interakcji z nim, gdyby okazało się, że to, co robimy, nie przynosi oczekiwanego rezultatu? Każdy z nas myśli, że jest najlepszym rodzicem, jakim może być i większość z nas jest rzeczywiście dobrymi ludźmi, którzy czują wielką miłość do swoich dzieci. Więc z pewnością to nie z braku miłości narzucamy dzieciom swoją wolę. Wynika to raczej z braku świadomości. Prawda jest taka, że wielu z nas nie jest świadomych dynamiki, jaka istnieje w relacji pomiędzy nami, a naszymi pociechami.
Nikt nie lubi myśleć, że brak mu świadomości. Dlatego wielu z nas przyjmuje postawę obronną. Niech tylko ktoś szepnie słówko o tym, jak wychowujemy dzieci, a natychmiast wyprowadza nas to z równowagi. Kiedy jednak zaczynamy poszerzać swoją świadomość, tworzymy nową dynamikę zachowań w relacji z nimi.
Dzieci płacą wysoką cenę za nasz brak świadomości. Nadmiernie rozpieszczane, przesadnie leczone, czy przeciążone obowiązkami, często są nieszczęśliwe. Nasza nieświadomość sprawia, że przelewamy na nie swoje niezaspokojone i niespełnione potrzeby, oczekiwania i marzenia. Pomimo najlepszych intencji, na poziomie emocjonalnym, traktujemy dzieci tak, jak traktowali nas nasi rodzice. Oto działająca destrukcyjnie spuścizna po przodkach. Naturą nieświadomości jest to, że dopóki nie zostanie podda- na przemianie, będzie przechodzić z pokolenia na pokolenie. Błędne koło dziedziczonego bólu może zostać przerwane tylko dzięki świadomości.
Aby mieć kontakt ze swoim dzieckiem, najpierw nawiąż więź z samym sobą
Dopóki nie zrozumiemy, jak wyraża się nasze nieświadome postępowanie, zazwyczaj nie chcemy zaakceptować nowego podejścia do rodzicielstwa, które bazuje na całkowicie innych wzorcach niż te, na których polegaliśmy do tej pory. Tradycyjnie do rodzicielstwa podchodzi się w sposób hierarchiczny. Rodzic rządzi wszystkim „z góry na dół”. W końcu, czyż dziecko nie jest tą „mniejszą” częścią nas, którą mamy zmienić i ukształtować, ponieważ to my jesteśmy ogniwem, które jest „bardziej rozumne”? Ponieważ dzieci są „tymi mniejszymi” i nie wiedzą tyle co my, zakładamy, że możemy je kontrolować. Przywykliśmy do takiego modelu rodziny, w którym to rodzice są górą. Być może nawet nie przeszło nam przez myśl, że taki stan rzeczy wcale nie służy ani nam, ani naszym dzieciom.
Ze strony rodziców, problem tradycyjnego podejścia do wychowania polega na tym, że usztywnia i utwierdza ego w jego iluzji mocy. Ponieważ dzieci są bardzo niewinne i podatne na nasz wpływ, na ogół nie opierają się zbytnio, gdy narzucamy im nasze ego – przez co staje się jeszcze silniejsze. Jeśli chcesz wejść w stan prawdziwej łączności ze swoim dzieckiem, możesz to osiągnąć, odkładając na bok jakiekolwiek poczucie wyższości. Kiedy wyjdziesz poza swój egotyczny obraz, będziesz w stanie traktować je, jak prawdziwą osobę – taką jak ty. Celowo użyłam słowa obraz w kontekście ego. Chcę w ten sposób precyzyjnie wyjaśnić, co mam na myśli, używając wyrazu ego i związanego z nim terminu egotyczny. Z doświadczenia wiem, że ludzie na ogół uznają ego za „ja”, w sensie tego, kim są jako osoba. Wyraz egotyczny odnosi się wtedy do wygórowanego mniemania o sobie, takiego, które kojarzymy zwykle z próżnością.
Aby zrozumieć tę książkę trzeba wiedzieć, że powyższych terminów używam jednak w całkiem odmienny sposób. Proponuję przyjąć, że to, co uznajemy za „ego”, w ogóle nie jest naszym prawdziwym ja. Według mnie ego jest bardziej jak obraz, który znajduje się w naszej głowie – obraz nas samych, który może być bardzo daleki od tego, kim w istocie jesteśmy. Każdy z nas dorasta z takim obrazem siebie, a zaczyna się on formować, kiedy jesteśmy dziećmi i młodymi ludźmi, głównie w oparciu o nasze interakcje z innymi. Termin ego, tak, jak go rozumiem i używam, jest sztucznym wyobrażeniem siebie. To idea, myśl, którą mamy o sobie, a która bazuje głównie na opiniach innych ludzi. To osoba, w którą uwierzyliśmy, że jesteśmy i za którą się uważamy. Ten obraz przesłania jednak to, kim naprawdę jesteśmy, a kiedy wykształci się w dzieciństwie, mamy tendencję utrzymywać go przez całe życie.
Choć idea tego, kim jesteśmy jest mocno zawężona i ograniczona przez ego, to nasze pierwotne ja – nasza fundamentalna istota, czy inaczej esencja – jest bezgraniczna. Jest też całkowicie wolna, nie ma żadnych oczekiwań wobec innych, nie boi się i nie ma poczucia winy. Choć życie w takim stanie, może wydawać się abstrakcyjne i brzmieć dziwnie obco, w rzeczywistości jednak pozwala nam na prawdziwie głęboki kontakt z innymi, ponieważ jest to stan naturalny. Kiedy już porzucimy oczekiwania dotyczące tego, jak „powinna” zachowywać się druga osoba i zaakceptujemy ją taką, jaka w istocie jest, w naturalny sposób nawiążemy z nią łączność na głębszym poziomie. Dzieje się tak dlatego, że autentyczność zawsze rezonuje z autentycznością.
Ponieważ jesteśmy związani z ego do takiego stopnia, że wierzymy, iż jest ono tym, kim naprawdę jesteśmy, trudno je zauważyć. Z wyjątkiem jego wyraźnych manifestacji typu: zarozumiałość, pycha czy mania wielkości, ego na ogół dobrze się ukrywa. I w ten sposób oszukuje nas, abyśmy wierzyli, że jest naszym prawdziwym ja. Podam przykład, w jaki sposób ego podaje się za nasze prawdziwe ja. Wielu z nas nie jest świadomych, że mnóstwo emocji to właśnie ego w przebraniu. Przykładowo: kiedy mówimy – Jestem zły (zła) – wierzymy, że to nasza fundamentalna istota się złości. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Bardzo prawdopodobne, że na jakimś poziomie, tak naprawdę opieramy się sytuacji, która się pojawia i wolimy pozostać przywiązani do tego, jak myślimy, że powinno być. Jeśli potem wyładowujemy swoją złość na innych, to mamy do czynienia z pełną manifestacją ego.
Z doświadczenia wiemy, że przywiązanie do złości, czy innych ujemnych emocji, takich jak: zazdrość, rozczarowanie, poczucie winy czy smutek w końcu powoduje uczucie oddzielenia od innych. Tak się dzieje, ponieważ nie uznając tego za egotyczne reakcje, wierzymy, że stanowią część naszej natury. Egotyczne przywiązania, przesłaniające nasze prawdziwe ja, ukrywają naszą zdolność do pozostawania w stanie radości i jedności ze wszystkimi i wszystkim. Bardzo często ego przejawia się w naszej pracy, zainteresowaniach czy narodowej tożsamości. Mówimy o sobie – Jestem tenisistą, Jestem religijny, czy Jestem Amerykaninem. Żadne z powyższych stwierdzeń nie ukazuje jednak prawdy o nas samych. Opisuje raczej role, do których się przywiązujemy, często nie zdając sobie z tego sprawy. W niedługim czasie takie przekonania tworzą tak silne poczucie „ja”, że jeśli ktoś kwestionuje jedną z naszych ról, czujemy się zagrożeni i wierzymy, że to my zostaliśmy zaatakowani. A wtedy, zamiast uwolnić swoje egotyczne przywiązanie do poczucia „ja”, jeszcze bardziej kurczowo do niego przywieramy. Takie przywiązanie do ego stanowi źródło wszelkich konfliktów, rozwodów i wojen.
Nie chcę sugerować, że ego jest „złe” i że w ogóle nie powinno istnieć. Ego samo w sobie nie jest, ani dobre, ani złe; ono po prostu jest. To etap naszego rozwoju, który ma określony cel – podobnie jak skorupka jajka, w której, aż do wyklucia, rozwija się kurczątko. Skorupka odgrywa ważną rolę w okresie rozwoju kurczęcia. Gdyby jednak po wykluciu pozostała na nim i nie pękła, jego życie byłoby zagrożone. Podobnie ego, musi być stopniowo usuwane, aby z „mgieł” dzieciństwa mogło wyłonić się nasze prawdziwe ja.
Chociaż być może nigdy całkowicie nie uwolnimy się od ego, to jednak by świadomie wychowywać, musimy coraz bardziej zdawać sobie sprawę z jego istnienia i wpływu. Sama w sobie świadomość jest czynnikiem transformującym i fundamentem stawania się świadomym rodzicem. Im bardziej stajemy się świadomi, tym bardziej rozpoznajemy, że sami żyjemy w uścisku – pochodzących z własnego dzieciństwa – uwarunkowań, którym dotąd się nie przyjrzeliśmy, a które potem bezwiednie przekazujemy dzieciom. Na przykładach historii życia innych ludzi, które poznasz w trakcie czytania, zobaczysz, na ile różnych sposobów może się to przejawiać.
Uświadomienie sobie faktu, że twoje ego nie jest tym, kim naprawdę jesteś, oraz jak działa, aby oszukać cię, byś uwierzył, że jest tobą – wymaga obserwowania tych chwil, w których otwiera się w tobie mała przestrzeń i łapiesz się na myśleniu, doświadczaniu emocji, czy zachowaniach, które nie są całkowicie w zgodzie z tobą. Kiedy już zaczniesz zauważać takie momenty, przekonasz się, że spontanicznie dystansujesz się od ego.
W swojej rodzinie możesz stworzyć prawdziwe poczucie więzi
Świadome rodzicielstwo ucieleśnia naszą tęsknotę za doświadczeniem jedności, nieodłącznej w relacji rodzic – dziecko, którą cechuje autentyczne partnerstwo i które ma zupełnie inny charakter od dominacji, jaką na ogół „uprawiają” rodzice w tradycyjnej rodzinie. Aby przywrócić doświadczenie jedności pomiędzy tobą i dzieckiem, musisz podążyć ścieżką, która poprowadzi cię do ponownego odkrycia duchowej bliskości z twoim własnym, zapomnianym ja. W miarę, jak twoja rozszerzająca się świadomość będzie powodowała rozpad hierarchii rodzic – dziecko, spontanicznie zrównoważą się wszystkie relacje w twojej rodzinie. Dzięki rezygnacji z egotycznego zachowania – wygłaszania opinii dotyczących tego, jak powinno być i jak ludzie powinni się zachować – będziesz mógł zejść z piedestału dominacji. Ponieważ dzieci są bardzo podatne na kształtowanie, często ignorujemy okazję, by przekształcić siebie w ich duchowego partnera. Jednak w istocie, zwracając uwagę na małego człowieka, który – z oczywistych powodów – jest pod naszą kontrolą, mamy możliwość uwolnienia się od wszelkiej potrzeby, by kontrolować. Dostarczając okazji do zrzucenia skorupy ego i doświadczenia wolności, na którą pozwala życie w bardziej naturalnym stanie bycia, dzieci wspierają nasz rozwój. Podróż, jaką jest rodzicielstwo, ma w sobie olbrzymi potencjał wprowadzania zmian, a my możemy z tego skorzystać.
Wraz z upadkiem mitu, że związek pomiędzy rodzicem i dzieckiem jest „jednokierunkowy”, dostrzegamy dwustronne możliwości tej podróży. Odkrywamy, że dzieci przyczyniają się do naszego wzrostu w sposób, który prawdopodobnie jest bardziej znaczący niż to, co my kiedykolwiek zrobiliśmy dla nich. Mimo, że dziecko sprawia wrażenie „kogoś mniejszego”, skazanego na kaprysy i nakazy potężniejszego rodzica, to właśnie ten pozornie słabszy, dziecięcy status ma potencjał wywołania w dorosłym największej przemiany. Jeśli potraktujemy rodzicielstwo jako proces duchowej metamorfozy, otworzymy się bardziej w sensie psychologicznym i emocjonalnym, a wówczas naprawdę zyskamy szansę, by wiele się nauczyć. W zależności od tego, do jakiego stopnia jako rodzice jesteśmy w stanie przyjąć do wiadomości, że dzieci znalazły się przy nas po to, by nas obudzić, przekonamy się, że potrafią doprowadzić nas do odkrycia naszej prawdziwej istoty. Innymi słowy – choć możesz uważać, że twoim najważniejszym wyzwaniem jest wychowanie dzieci na dobrych ludzi, to istnieje dużo ważniejsze zadanie, którego musisz się podjąć, a które jest podstawą efektywnego rodzicielstwa. Tym zadaniem jest wychować siebie na najbardziej przebudzoną i obecną osobę, jaką możesz być. W świadomym rodzicielstwie kluczowe znaczenie ma to, że dzieci wcale nie potrzebują naszych pomysłów i oczekiwań, ani naszej dominacji czy kontroli, a jedynie tego, abyśmy dostroili się do nich naszą pełną zaangażowania obecnością.
Jak świadomość zmienia sposób wychowania dzieci
Świadomość nie jest magiczną właściwością, dostępną tylko nielicznym szczęściarzom. To nie stan, który pojawia się z powietrza, tylko wyłania, jako część pewnego procesu. Aby uruchomić ten proces, należy zdać sobie sprawę, że świadomość nie jest nagłym i całkowitym stanem braku nieświadomości. Wręcz przeciwnie, świadomość wyłania się stopniowo z nieświadomości. Ci, którzy kroczą ścieżką świadomości, nie różnią się niczym od innych, poza tym, że nauczyli się zgłębiać własną nieświadomość, która kryje w sobie potencjał poszerzenia świadomości. To oznacza, że wszyscy mamy do niej dostęp. W relacji rodzic–dziecko magiczne jest to, że nieustannie pojawiają się przed nami możliwości wzniesienia się na wyższy poziom świadomości.
Chociaż zwykle wierzymy, że to my mamy moc wychowywania swoich dzieci, w rzeczywistości to one mają moc wychowywania nas na rodziców, jakich potrzebują. Z tego powodu doświadczenie rodzicielstwa to nie „rodzic kontra dziecko, ale rodzic z dzieckiem”. Droga do pełni ukryta jest na kolanach naszych dzieci i wszystko, co potrzebujemy zrobić, to na nich usiąść. Okazuje się wtedy, że to właśnie dzieci wywołują w nas największe przebudzenie i to one wskazują drogę powrotną do naszej własnej esencji. Jeśli nie chwycimy ich za rękę i nie podążymy za nimi, gdy prowadzą nas przez bramy podwyższonej świadomości, stracimy szansę, by zmierzać ku własnemu oświeceniu.
Kiedy mówię, że dzieci zmieniają nas, jako rodziców, ani przez chwilę nie mam na myśli tego, że popieram rezygnację z wpływu, jaki my możemy mieć na nie. W świadomym rodzicielstwie w równym stopniu chodzi o słuchanie naszych dzieci, poszanowanie ich jestestwa oraz pełną z nimi obecność, jak i o wprowadzanie zdrowych granic czy dyscypliny. Od nas, jako rodziców wymaga się zapewnienia dzieciom nie tylko schronienia, jedzenia czy wykształcenia, ale także nauczenia ich, jaką wartość mają pewne ramy zachowania, właściwe radzenie sobie z emocjami oraz różne umiejętności życiowe. Mówiąc innymi słowami – świadome rodzicielstwo obejmuje wszystkie aspekty wychowywania, które są potrzebne, aby dziecko wyrosło na kompletnego, zrównoważonego i odważnego człowieka. Stąd w świadomym wychowywaniu nie ma nic z „pobłażliwości”, a w trakcie lektury tej książki zobaczymy przykłady rodziców uczących się wychowywać w konstruktywny sposób, który pomaga dziecku osiągnąć dojrzałość, zarówno w obszarze emocji, jak i zachowań.
W tym miejscu pragnę wyjaśnić, dlaczego konkretne informacje na temat dyscypliny, zachowałam do ostatniego rozdziału. Świadome podejście do posłuszeństwa opiera się na zdolności do zachowania prawdziwej obecności wobec naszych dzieci. Ważne jest, aby rodzice zdali sobie sprawę, że to podejście będzie skuteczne jedynie wtedy, gdy sami nauczą się – poprzez dynamikę rodzic–dziecko – jak być obecnym ze swoimi dziećmi. A to będzie sukcesywnie wyłaniać się w trakcie naszej wspólnej podróży, rozdział po rozdziale.
Metamorfoza rodziców to w istocie klucz do postawienia kolejnego kroku w ewolucji ludzkiej świadomości. Kiedy jednak spotykam się z klientami, widzę, że oni zazwyczaj wcale nie szukają sposobu, aby się rozwijać. Chcą raczej uzyskać szybką receptę i wyjaśnienie pewnych zachowań swoich dzieci. Mają nadzieję, że jestem w posiadaniu magicznej różdżki, dzięki której ich pociechy zmienią się w rezolutne, posłuszne i zdrowe psychicznie istoty. Zawsze więc podkreślam, że świadome rodzicielstwo to coś więcej, niż stosowanie sprytnych strategii. Stanowi ono filozofię całego życia, obejmującą proces, który ma moc przemiany na fundamentalnym poziomie, zarówno u dzieci, jak i rodziców. Jedyną rozsądną relacją rodzica i dziecka jest być duchowymi partnerami, którzy wzajemnie się doskonalą. Z tego powodu świadome rodzicielstwo wykracza poza techniki, mające na celu naprawienie jakiegoś zachowania oraz skupia się na głębszych aspektach związku pomiędzy rodzicem i dzieckiem.
Piękno świadomego podejścia do wychowywania tkwi w tym, że zamiast stosować określone strategie i techniki w nadziei, że okażą się skuteczne, pozwalamy przenikać się świadomości, która w każdej chwili podpowiada, jak najlepiej postąpić. Na przykład – czy kiedy moja córka podarła jednodolarowy banknot powinnam udzielić jej reprymendy czy może raczej pochwalić? Nie chcąc reagować nawykowo, otworzyłam się na przewodnictwo mojego wewnętrznego ja, które rezonowało z wewnętrznym ja mojego dziecka. Nawet jeśli w danej sytuacji musimy wprowadzić dyscyplinę czy bardziej stanowczo zareagować, świadomość podpowie nam, jak należy to zrobić, aby raczej umocnić ducha naszej pociechy niż go umniejszyć.
Kiedy zbierzesz się na odwagę, aby zrezygnować ze sprawowania kontroli tkwiącej w istocie hierarchicznego podejścia i wkroczysz w duchowy potencjał dynamiki w relacji rodzic–dziecko, przekonasz się, że coraz mniej będzie między wami konfliktów i walk. Związek rodzic–dziecko stanie się wówczas transcendentnym doświadczeniem, pełnym głębokich emocji i godnym istot, które zdają sobie sprawę z zaszczytu wspólnego podążania przez życie. Poprzez oddanie się jedności świadomej relacji rodzic – dziecko, wynosimy rodzicielstwo poza ramy sfery czysto fizycznej, do królestwa świętości.
Agent nieruchomości Proszowice
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz