czwartek, 23 lutego 2023

Nieruchomości Kraków

Bałagan wokół witaminy C

Niemal wszystko, co o witaminie C mówią lekarze, jest nieprawdą. Panuje przekonanie, że zdrowa dieta spełnia zapotrzebowanie organizmu na witaminy. Zaleca się spożywanie pięciu, a może nawet dziewięciu, porcji owoców i warzyw każdego dnia oraz zapewnia o braku konieczności sięgania po suplementy. Owoce i warzywa w istocie pomagają zapobiegać chorobom serca oraz rakowi. Jednak większość ludzi nie dostosowała diety do tych zaleceń. Dwie trzecie uczestników ankiety, którą objęto 4 278 osób w Wielkiej Brytanii, oświadczyło, że nie spożywa zalecanej liczby porcji owoców i warzyw. W Irlandii Północnej tylko 17% osób potwierdziło, że zjada pięć porcji każdego dnia. Nic dziwnego, że ludzie niechętnie akceptują zalecenia rządowe, skoro brak na nie dowodów i występują w nich sprzeczności. Inuici preferowali sposób odżywiania zawierający dużo białka i tłuszczu. Dieta tradycyjnych społeczności eskimoskich zamieszkujących surowe tereny ukształtowane przez mroźny klimat zawierała niewiele produktów roślinnych, żadnego nabiału i żadnych wytworów rolnictwa. Ich przetrwanie zależało od tego, co upolowali i co złowili. Plemiona indiańskie z wybrzeża polegały na owocach morza, a te z głębi lądu żywiły się karibu, w tym wstępnie przetrawionymi roślinami w żołądkach zwierząt, czyli mchami, porostami i dostępną roślinnością tundry. A jednak Inuitom nie doskwierały choroby serca, choć ich dieta zawierała dużo tłuszczów nasyconych oraz niewiele owoców i warzyw. Podobnie u osób na diecie Atkinsa nie wzrosło ryzyko choroby serca. Obie te diety w żaden sposób nie są zrównoważone w tradycyjnym rozumieniu i nie składają się z kombinacji produktów zbożowych, owoców, warzyw, mięsa, jajek i nabiału, jaka widnieje na piramidach żywienia zalecanych przez rząd. W powszechnym rozumieniu diety takie nie są odpowiednie. Inuici muszą co prawda zapewnić sobie przynajmniej kilka miligramów witaminy C, żeby zapobiec szkorbutowi, ale możnaby oczekiwać, że na diecie z tłuszczu i białka zwierzęcego człowiek szybko podupadnie na zdrowiu — przynajmniej tak twierdzą tzw. eksperci. A jednak ta rzekomo kiepska dieta pozwala Inuitom utrzymać bardzo dobry stan zdrowia. Dieta Inuitów i dieta Atkinsa mają ze sobą coś wspólnego, dzięki czemu dają tak zadowalające rezultaty.

Sposób odżywiania Inuitów modyfikuje profil przeciwutleniaczy oraz może ograniczać uszkodzenia powodowane przez wolne rodniki, i tym samym zapotrzebowanie na wysokie dawki witaminy C. Obie diety zawierają względnie wysoki stosunek witaminy C do cukru. I choć spożycie witaminy C jest u Inuitów niewielkie, jeszcze mniejsza jest ilość węglowodanów. Typowa dieta mieszkańca Zachodu zawiera nawet 500 g węglowodanów dziennie, ale poniżej 50 miligramów witaminy C. Co ważne, cukier obniża poziom absorpcji witaminy C przez komórki. Stąd Inuici nawet spożywając mniej witaminy C, wykorzystują ją bardziej wydajnie, ponieważ konkurencja z cukrami, a konkretnie glukozą, jest u nich odpowiednio niższa. Dieta uboga w węglowodany częściowo rekompensuje niewielką podaż witaminy C. Główną korzyścią z owoców i warzyw jest zwiększenie spożycia przeciwutleniaczy, szczególnie witaminy C. Niniejsza książka wyjaśnia, dlaczego jedzenie większej ilości warzyw, choć to dobra rada, nie zapewni korzyści, jakie da suplementacja witaminą C. Niektórzy badacze twierdzą, że witamina C w wysokich dawkach ma silne działanie przeciwzakaźne i może potencjalnie zwalczać choroby serca, a także zapobiegać rakowi i go leczyć. Nikt jednak nie twierdzi, że jedzenie dodatkowej porcji warzyw zagwarantuje potężne korzyści przypisywane witaminie C jako takiej.

Informacje z pewnego źródła

Kontrowersje wokół witaminy C stały się powszechnie znane, kiedy wybitny chemik i dwukrotny laureat Nagrody Nobla dr Linus Pauling zaczął polecać ją w megadawkach w celu zapobiegania oraz leczenia zwykłego przeziębienia. Dr Pauling twierdził, że człowiek potrzebuje dawki 100 razy większej od zalecanej przez lekarzy i ekspertów od żywienia. W reakcji establishment medyczny dokonał druzgocącego ataku na jego kompetencje naukowe – niektórzy wyzywali go od nieuków i konowałów.

Po jego śmierci w 1994 roku świat medycyny uznał, że Pauling się mylił, a człowiek potrzebuje tylko trochę witaminy C. Sugerowano, że większe ilości nie są wchłaniane i dlatego nie mają efektu leczniczego, jaki głosili Pauling oraz inni badacze. Jak będziemy mieli okazję się przekonać, najnowsze dowody naukowe nie potwierdzają tej tezy. Historycznie, witaminy uważa się za mikroskładniki odżywcze niezbędne dla zachowania dobrego stanu zdrowia. Bez nich człowiek choruje, a nawet umiera. Mikroskładnik to substancja, jak np. witamina czy minerał, potrzebna w stosunkowo niewielkich ilościach do zapewnienia właściwego rozwoju i metabolizmu organizmów żywych. Większe
dawki mikroskładników są z definicji niepotrzebne i nieraz mogą być toksyczne. Witamina C otrzymała swoją nazwę „witaminy”, zanim odkryto i wyizolowano konkretną substancję zapobiegającą chorobie powiązanej z niedoborem tej substancji, szkorbutowi. Było to jednak przedwczesne, ponieważ przed określeniem tożsamości chemicznej nie można było ustalić jej właściwości. Nazwa „witamina C“ sugeruje więc, że potrzebna jest w niewielkich dawkach.

Kiedy w latach 1927–1933 dr Albert Szent-Györgyi jako pierwszy wyizolował kwas askorbinowy i określił go mianem witaminy C, miał świadomość, że nazwa ta może zaszkodzić w późniejszych badaniach naukowych. Od samego początku dr Szent-Györgyi podejrzewał, że dla zagwarantowania optymalnego stanu zdrowia potrzebne mogą być ilości wyrażone w gramach a nie mniejsze. Ponieważ kiedy izolowano i badano inne witaminy okazywało się, że ich ilości wystarczające do zapobiegania poważnych chorobom są bardzo niewielkie, postrzeganie witamin jako mikroskładników stało się dogmatem. Od tamtej pory opinia naukowa na temat większości witamin dzieli się na dwa obozy. Pierwszy cieszy się poparciem rządu i medycyny akademickiej, głównie z przyczyn historycznych. Zgodnie z tą oficjalną kategoryzacją, spożycie witamin powinno wystarczać jedynie dla zapobieganiu ostrym objawom niedoboru, np. szkorbutowi. Powszechne przekonanie jest takie, że dawki większe od minimalnej są niepotrzebne i mogą się wiązać z pewnym teoretycznym ryzykiem. W przypadku witaminy C ryzyko to nie ma obecnie oparcia w dowodach. Druga grupa naukowców i lekarzy, nazywana ortomolekularną, uważa dowody establishmentu za niepełne. Termin ortomolekularny został stworzony przez Linusa Paulinga na potrzeby określenia stosowania składników odżywczych oraz normalnych („orto“) składników budulcowych organizmu w optymalnych ilościach jako głównej metody leczniczej. Dlatego też utrzymanie możliwie najlepszego stanu zdrowia może wymagać dawki większej od minimalnej. Naukowcy należący do tej drugiej grupy uważają, że dowody na zdrowotny wpływ witamin i składników odżywczych są dramatycznie nieadekwatne — choć nie mamy empirycznych danych pozwalających określić optymalną dawkę w każdym przypadku. Jeśli jednak badacze medycyny ortomolekularnej mają rację, często wysoka dawka mogłaby zapobiegać wielu chorobom przewlekłym. Co zaskakujące, w przypadku większości witamin i minerałów różnica między zaleceniami medycyny konwencjonalnej i ortomolekularnej jest stosunkowo niewielka. Na przykład oficjalnie Zalecane Dzienne Spożycie (ZDS) witaminy E wynosi 22 IU (international units, jednostki międzynarodowe – przyp. tłum.), a lekarze popierający medycynę ortomolekularną zwykle zalecają nieco większą dawkę – pomiędzy 100–1000 IU (5–50 razy ZDS). W porównaniu z powyższym różnice rekomendowanych dawek witaminy C są ogromne. Zalecane Dzienne Spożycie witaminy C w Stanach Zjednoczonych wynosi 90 mg dla dorosłych mężczyzn, a naukowcy w rodzaju Paulinga polecają ilości od 2 do 20 gramów (2000 – 20 000 mg) dziennie. Różnice te są jeszcze większe dla osób chorych. Oficjalny pogląd głosi, że ilości witaminy C powyżej 90 mg nie przynoszą większych korzyści zdrowotnych. A jednak lekarze, jak np. Robert F. Cathcart III, jeden z pionierów badań nad witaminą C, stosowali dawki do 200 gramów (200 000 mg) dziennie w leczeniu przeróżnych chorób. Dawka ta to 2000 razy ZDS!

Jedna z pasjonujących historii przypisywana jest Francisowi Baconowi (1561–1626), czołowej postaci filozofii przyrody, działającemu w okresie przejściowym między renesansem i epoką nowożytną. W 1432 roku mnisi spierali się o liczbę zębów konia. Spór toczył się trzynaście dni, a uczeni radzili się starożytnych ksiąg oraz manuskryptów, próbując ustalić ostateczną odpowiedź. Wtedy czternastego dnia młody mnich niewinnym głosem zapytał, czy może powinien znaleźć konia i zajrzeć mu do pyska. Z wielkim oburzeniem inni naskoczyli na niego i wyrzucili go z obrad szacownego gremium. Ewidentnie Szatan skusił nowicjusza, żeby ten opowiedział się za bezbożnym sposobem odkrycia prawdy, sprzecznym z naukami starszych! Dziś, w erze technologii, historyjka ta brzmi może staroświecko. Niestety jednak, współcześnie w medycynie dominuje podejście mnichów, unikających rzeczywistości poprzez mówienie innym, w jaki sposób szukać prawdy. Opowieść o kontrowersjach wokół witaminy C toczy się więc dalej. Aczkolwiek ta prosta molekuła pokaże nam, że współcze- sna medycyna jest bardziej profesją zdominowaną przez różne instytucje, a nie dyscypliną naukową.

W badaniach klinicznych użyto na przykład nienaukowych mitów o placebo, żeby zanegować efekty działania różnych substancji odżywczych. Tradycjonaliści medyczni błędnie uznali małe dawki witaminy C za odpowiadające wysokim dawkom, których skuteczności próbowano dowieść. Medycyna głównego nurtu ze szkodą dla ludzkiego zdrowia odrzuca i ignoruje obserwacje kliniczne dotyczące witaminy C.

Kwestia przetrwania

Witamina C jest niezbędna do życia, aczkolwiek większość zwierząt nie musi przyjmować jej z zewnątrz, ponieważ wytwarza ją w swoich organizmach. Niestety niektóre zwierzęta, w tym człowiek, utraciły zdolność syntezy tej substancji. W rezultacie stały się pewnego rodzaju odmieńcami, polegającymi na witaminie C dostarczanej z pożywieniem. Bez niej umierają — u ludzi, małp czy świnek morskich niedobór witaminy C prowadzi do śmiertelnej choroby, jaką jest szkorbut. Około 40 milionów lat temu przodkowie człowieka byli niewielkimi futrzastymi ssakami. Jeden z nich utracił gen odpowiedzialny za produkcję enzymu niezbędnego do syntezy kwasu askorbinowego, możliwe, że w wyniku mutacji genetycznej spowodowanej jakimś promieniowaniem. W efekcie potomstwo tego mutanta nie potrafiło już wytwarzać witaminy C. Prawdopodobnie jego dieta była w dużej mierze roślinna, stąd zawierała dużo kwasu askorbinowego i utrata tego konkretnego enzymu nie miała katastrofalnych skutków. Dostosowanie ewolucyjne (zasadnicze pojęcie w darwinowskim mechanizmie ewolucji drogą doboru naturalnego – przyp. red.) oznacza zdolność organizmu do spłodzenia potomstwa zdolnego do przetrwania. O dziwo utrata genu odpowiedzialnego za produkcję witaminy C nie wyrządziła wielkiej szkody dostosowaniu ewolucyjnemu i zdolności przetrwania naszych przodków. Wiemy to, ponieważ w innym wypadku gatunki z taką mutacją po prostu by wymarły, a tak się nie stało. Możliwe też, że niektóre zwierzęta, w tym ludzie, zdobyli jakąś przewagę ewolucyjną dzięki utracie genu umożliwiającego syntezę witaminy C. Człowiek nie jest jedynym gatunkiem, który musi dostarczać witaminę C z pożywieniem. Takimi gatunkami są również świnki morskie, małpy, niektóre nietoperze oraz ptaki. Wszystkim tym stworzeniom udało się wyewoluować i przetrwać w walce o istnienie przez miliony lat. Jeżeli zdolność wytwarzania witaminy C została utracona tylko raz podczas ewolucji, moglibyśmy uznać to za ciekawostkę. A jednak ptaki i inne ssaki wyodrębniły się, zanim nasi przodkowie utracili ów gen.

Uważa się, że ptaki wyewoluowały z gadów w okresie późnej jury i wczesnej kredy (ok. 150 milionów lat temu). Ssaki wyewoluowały z gadów znacznie wcześniej, w okresie karbonu i permu (ok. 250- 350 milionów lat temu). Sugeruje to, że ptaki i ssaki utraciły gen odpowiedzialny za syntezę witaminy C oddzielnie i niezależnie od siebie. U ludzi niedobór witaminy C prowadzi do szkorbutu, który powoduje krwawienie i powstawanie siniaków na całym ciele. Dziąsła puchną, zęby wypadają, a po kilku miesiącach chorego czeka straszliwa śmierć. Dawniej szkorbut zabijał wielu żeglarzy podczas morskich podróży. Co ciekawe, niektórzy wykazywali większą odporność niż inni, co może sugerować, że zachowali jakąś biochemiczną zdolność do wytwarzania witaminy C lub utrzymania jej stężenia w organizmie. Na szczęście ostrym objawom szkorbutu zapobiega już kilka miligramów witaminy C dziennie. Można się zastanawiać, dlaczego człowiek pierwotny nie wyginął z powodu szkorbutu.

Zwierzęta roślinożerne, w tym małpy, odżywiają się głównie roślinami – przyjmują tą drogą dużo witaminy C. Linus Pauling zbadał dietę małp człekokształtnych i oszacował, że ludzie pierwotni prawdopodobnie dostarczali sobie między 2,5 a 9 gramów witaminy C dziennie. U zwierzęcia, którego dieta zawierała dużo witaminy C, utrata genu odpowiadającego za jej wytwarzanie nie powodowała utraty dostosowania ewolucyjnego. Tym samym możemy wysunąć uzasadnione przypuszczenie, że dieta naszych odległych przodków składała się oprócz mięsa, w dużej mierze z roślin. Sukces ewolucyjny zależny jest też od rozmnażania. Dopóki młodzi mieli dostęp do witaminy C w ilości zapobiegającej poważnemu szkorbutowi, brak genu nie ograniczał dostosowania ewolucyjnego człowieka. Witaminy C wystarczało żeby zapobiec chorobie oraz zachować poziom dostosowania przez cały okres od poczęcia do dorastania dziecka. W czasach obfitości utrata genu witaminy C miała raczej jedynie marginalne skutki. Zwierzęta roślinożerne pozbawione genu witaminy C mogą w istocie mieć niewielką przewagę energetyczną, ponieważ nie muszą same wytwarzać tego składnika.

Osobniki, które zachowały gen, i osobniki zmutowane, które go utraciły, współistniały przez długi czas w tej samej populacji. Jednak wraz z ograniczeniem dostępu do pożywienia, zwierzęta, które nie traciły energii życiowej na produkcję witaminy C, mogły zdobyć pewną przewagę.

Cytując dr. Cathcarta, osobniki zmutowane mogły przeczekać, aż wymrą z głodu te, które gen zachowały. W okresach poważnego stresu ewolucyjnego zwierzęta bez genu witaminy C mogły zdominować pozostałe do tego stopnia, że te, które gen zachowały, wyginęły.

Przewaga ewolucyjna

Istnieją dowody sugerujące, że w przeszłości populacja człowieka znacząco zmalała. Tak zwane „wąskie gardła“ ewolucji są zaskakująco częste dla wielu gatunków, ponieważ określony gatunek istnieje tak długo, jak długo jest w stanie walczyć o swoje miejsce w ekosystemie. Większość gatunków, jakie istniały na Ziemi, zdążyła już wymrzeć. Typowy gatunek istnieje około 10 milionów lat. Najnowsze dowody sugerują, że człowiek niemal wyginął ok. 150 000 lat temu. Badania genetyczne wskazują, że wszyscy ludzie wywodzą się z niewielkiej populacji żyjącej w Afryce zaledwie 150 000 do 200 000 lat temu. Kreatywna interpretacja dowodów naukowych upatruje początku całej ludzkości w jednej kobiecie żyjącej ok. 150 000 lat temu we wschodniej Afryce, na terenach obecnej Etiopii, Kenii i Tanzanii. Tak zwana „mitochondrialna Ewa“ jest ostatnią wspólną matrilinearną (kobiecą) przodkinią wszystkich ludzi. Żeby zrozumieć znaczenie mitochondrialnej Ewy, należy sobie przypomnieć, że w komórkach człowieka funkcjonują małe elementy zwane mitochondriami, które odpowiadają za biochemiczne procesy produkcji energii. Mitochondria mają swój własny materiał genetyczny (DNA) przekazywany potomstwu w komórce jajowej matki (ovum). Plemniki są dużo mniejsze od komórki jajowej i nie dostarczają mitochondriów do zarodka. Naukowcy dowiedli, że mitochondrialne DNA wszystkich ludzi pochodzi od jednej osoby. „Ta” Ewa nie żyła samotnie, lecz prawdopodobnie zamieszkiwała w małej wiosce lub społeczności, gdzie jej dzieci miały jakąś przewagę ewolucyjną nad innymi dziećmi w plemieniu.

Istnieje również odpowiadający jej wspólny męski przodek nazywany „Y-chromosomalnym Adamem“, żyją- cym około 60 000 do 90 000 lat temu. Chromosomy są zbiorami genów przekazujących DNA komórkom potomstwa. Dzieci płci męskiej otrzymują chromosom Y od ojca, który łączy się z chromosomem X od matki, tworząc parę XY determinującą płeć męską. Dzieci płci żeńskiej otrzymują od każdego rodzica chromosom X, co tworzy parę XX. Badacze prześledzili mutacje w chromosomie Y wstecz i zidentyfikowali Y-chromosomalnego Adama. W odróżnieniu od tego biblijnego, Y-chromosomalny Adam żył dziesiątki tysięcy lat po mitochondrialnej Ewie. „Tych” Adama i Ewy nie należy uważać za jednoznaczne fakty naukowe, lecz za koncept ilustrujący jedną z możliwych interpretacji dostępnych dowodów. Możliwym wytłumaczeniem stojącym za Y-chromosomalnym Adamem jest wybuch superwulkanu, jaki miał miejsce 70 000 do 75 000 lat temu w rejonie jeziora Toba w Indonezji, który mógł doprowadzić do przetrzebienia populacji człowieka. Możliwe, że ludzka populacja spadła wtedy do kilku tysięcy par, powodując „wąskie gardło“ w ewolucji człowieka.

Wydarzenie to mogło mieć magnitudę nawet kilka tysięcy razy większą od wybuchu Góry Św. Heleny z 1980 roku i mogło na kilka lat obniżyć temperaturę na Ziemi oraz potencjalnie wywołać epokę lodowcową. Możliwe, że Y-chromosomalny Adam był po prostu najszczęśliwszym ocalałym z katastrofy po wybuchu superwulkanu. Historia ta pokazuje, jak ciężką presję może wywierać na człowieka ewolucja. Jeżeli utrata genu odpowiedzialnego za syntezę witaminy C zwiększyła zdolność człowieka do przeżycia okresów głodu, to możliwe, że to właśnie ona zagwarantowała przetrwanie ludzkiej rasy. Da się wytłumaczyć istnienie naszej mitochondrialnej Ewy, jeżeli przyjąć, że mutacja jej mitochondrialnego DNA zapewniła jej dużą przewagę nad innymi. W takiej sytuacji wzrosłaby w populacji liczba osób z mitochondriami Ewy, które z czasem zastąpiłyby inne formy. Podobnie można wytłumaczyć Y-chromosomalnego Adama.

W odróżnieniu od małp i innych ssaków, wśród ludzi występuje niewielka różnorodność genetyczna. Przyczyną tego faktu mogą być wspomniane wąskie gardła ewolucji. Każdemu genowi obecnemu tylko u niewielkiej liczby osobników grozi wyeliminowanie. Było wiele momentów, kiedy brak genu witaminy C mógł dawać przewagę ewolucyjną. Wąskie gardła ewolucji mogły więc zagwarantować dominację osobników, które były go pozbawione. Genom człowieka zawiera w sobie konsekwencje tego ewolucyjnego przypadku.



Biuro nieruchmości Kraków

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Agent nieruchomości Kraków

Biuro nieruchomości Nowa Huta Jeżeli Twoim marzeniem jest własny dom lub mieszkanie w Krakowie, lub okolicach, to koniecznie skorzystaj z...